| aingealblog |
| ::księga
gości:: 2010 lipiec kwiecień luty styczeń 2009 listopad październik wrzesień czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2008 grudzień wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec marzec luty styczeń 2004 listopad październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik
|
przyjaciele. wczoraj był test. nie celowy taki, nie zaplanowany ale okazało się, że był. test na przyjaźń. bo ja nie ejstem złą przyjaciółką. jak kocham kogoś to naprawdę całym sercem i duszą i wszystkim co posiadam. i czasami sprawy przyjaciół, problemy i rozterki spędzają mi sen z powiek. bo jest taka sobie Renata. którą znam od podstawówki, ale dopiero rok temu zauważyłyśmy ile nas łączy i że możemy razem spędzać czas, pić, palić i rozmawiać. nawet mieszkać razem! gdy ludzie na mnie patrzą widzą wiecznie uśmiechniętą, radosną i pełną energii życiowej. tak się nauczyłam żyć i tak jest mi łatwiej i tak funkcjonuje. ale Renata wiedziała, że to nie jest wszystko. że to nie jestem całkiem ja, że to maska. wiedziała, ale! nie widziała. wczoraj zobaczyła. byłam cicha i małomówna. nie chciałam się spotykać z Renee, ale pod wieczór zachciało mi się gdzieś jechać. pojechałyśmy posiedzieć nad jeziorem. było mi bardzo smutno i cicho. ona nie pytała, więc siedziałyśmy. po godz wsiadłyśmy w samochód i wróciłyśmy do domu. w sensie odwiozłam ją i chciałam jeszcze u niej posiedzieć. więc weszłyśmy na góre, Renee zasiadła przed komputerem i dawaj śmiesznostki i podśmiechujki różne z Internetu wyłapywać. a ja grzecznie siedziałam i zastanawiałam się nad swoim życiem. w końcu spojrzałam w monitor i zobaczyłam, że siedzi na onet.pl i zapytałam czy to jest jej źródło informacji. trochę z kpiną w głosie zapytałam, to prawda, ale tak żeby zagadać. a ona mi wykrzyczała, że ciągle ją krytykuję. odpowiedziałam, że nie prawda, a później, że może i krytykuje. wziełąm portfel, telefon, kluczyki i wyszłam. ze ściśniętym sercem. ona ma codziennie ciche dni. i nie krzyczę na nią za to. tylko staram się być. a ją widocznie wyprowadziło z równowagii moje zachowanie i uznała, że dobrze na mnie wpłynie jeżeli wyładuje się właśnie na mojej osobie. wtf? czemu, ach czemu egoizm ludzki poraz kolejny staje na drodze. i ta cisza. bo ja nie mam jej nic do powiedzenia. ona mi też. ale pewnie w końcu się odezwie jakby nigdy nic. bo ona nie wie co się stało. nie wie, że wczoraj wieczorem skruszyła moje serce. że się zawiodłam. i że teraz...będzie dla mnie kimś innym niż dwa dni temu. ja zbyt wiele osób już poznałam i wiem kiedy tracą moje zaufanie. nienawidzę obojętności. nie lubię braku zaangażowania w związki. nie lubię bezczynność i czekania na to co bór da. może i jestem dziwolągiem i może i zostanę sama już na wieki, wieków. i ni chuja nie wiedzę w tym nic złego. aingeal 2010-07-23 11:25:46 skomentuj (0) it all may be gone tomorow. w sytuacjach stresowych. w dniach, kiedy wszystko się kumuluje a nikt z zewnątrz nie jest w stanie pojąć ogromu wydarzeń, które spotykamy codziennie. w mojej rodzinie. och, gdyby nie Julia. gdyby nie Julia wyjechałabym nie odwracając się za siebie. wzięła co moje i zamieszkała w Bieszczadach albo nad morzem. nieważne gdzie. nie chce tego. niby cieszy nowy samochód, cieszy, że mogę kupić sobie właściwie...co chce. ale nie mam taty, który by wiedział, pilnował, czuwał. nie mam ojca. to przerażające na dłuższą metę, wiecie? bo dopiero jak czas mija, widzimy w jak wielu sytuacjach podejmował za nas decyzje. nie mogę płakać w stresie. nie potrafię. więc wymuszam oglądając finałowy odcinek Grey's Anatomy sezonu 3 i 5. siedzę w autobusie do przeklętej Warszawy, na przeklęte studia. do pisania przeklętej pracy dyplomowej. nie ogarniam chwilami. nie wiem co zrobić. jak poradzić mamie. brak pewności co słuszne powoduje u mnie ataki paniki. ja zawsze wiem co robić i co jest słuszne. ja mam Rację. jestem przyzwyczajona do takiego życia. nie potrafię nie podejmować decyzji. to nie daje mi spać chwilami, czasami sprawia, że śpie non stop. budzę się w nocy z tymi myślami. o domu, o pieniądzach, o ziemi, o tym co gdzie dla kogo po co za co za ile.więc wstaję, palę papierosa, popijam zimną kawą z rana i kładę się. czasami latarni świeci mi w okno, czasami księżyc. patrzę na sufit, na cienie, na światło. tak wiem. wszyscy mają problemy. ale dlaczego wydaje mi się, że gorzej być nie może? że to wszystko co się dzieje wokół mieszkania, eksmisji, ministerstwa, dyrektorów, tych wszystkich ustaw, praw i obowiązków, to wszystko nadaje się do jakiegoś głupiego programu w TV? i te ciągłe uczucie. że coś zniszczy lada chwila mój Plan. ja potrzebuję Planu. żeby żyć. aingeal 2010-04-07 21:09:18 skomentuj (2) po alkoholu...po alkoholu moje myśli są czyste. nie zastanawiam się w wieku 21 lat nad alkoholizmem. tak jak nie zastanawiałam się w wieku 15 lat nad depresją. to wszystko są choroby. jestem hopochondryczką? mam depresję? czy może jestem alkoholiczką? nie wiem. nie dowiem się nigdy, bo nikt nie zna na to odpwoiedzi. żałuję, że Renata się ode mnie odsuwa, odcina...znika. jak znikła Alex, jak znikł Kornel. jak odszedł Maciek i Marek. odszedł mój tata. na którego tyle złych słów napisałam na tym blogu. teraz. oficjalnie. zwracam Ci honor. przyznaję, że kocham Cię za bardzo, żeby się do tego przyznać. a karola włosy są po prostu...za dobre. są dobre dla tej...Ani. nie dla mnie. chociaż mogłabym kochcac te włosy. a'la James Dean, Pattinosn. o matko. dla Ciebie...dla Ciebie Karolu przestanę przeklinać. na początek. przestanę więcej rzeczy. gdybyś mnie chciał. gdybyś chciał. aingeal 2010-02-09 13:50:02 skomentuj (1) łał. łał. naprawdę łał. nie myślałam, że to się uda. w końcu. nie...nie wierzyłam. wszyscy wokół we mnie wierzyli, a ja nie. a ja zawsze w soebie wierzę. jestem pewna siebie. przeważnie jestem. wiem, co robię dobrze co źle. wiem, bo potrafię trzeźwo ocenić sytuację. ale nie w tym przypadku. ciągle umiałam za mało, wiedziałam za mało. czułam, że robię za mało, żeby nauczyć się więcej. ale łał. zaliczyłam. te dni oczekiwania na egzamin...przyniosły pewne przemyślenia. wiem, czego brakuje mi w życiu. do szczęścia. do budowania normalnych relacji z ludźmi. brakuje mi...słów. tak po prostu. brakuje słów na opisanie pewnych emocji, zdarzeń. wszystko co opowiadamy sobie nawzajem nie oddaje tego co naprawdę czujemy, co przeżyliśmy. nikt nie wejdzie w naszą skórę i zobaczy jak to było naprawdę. bo tak jak z tym egzaminem. przeżywałam, płakałam, skomlałam, zjadałam olbrzymie ilości słodyczy. i ok. wszyscy się martwili, niektórzy przeżywali to razem ze mną, ale wszyscy mieli w oku takie..."każdy ma taki egzamin, ja mam nawet takich kilka w sesji i jakoś sobie radzę, a ona tak dramtyzuje". nie każdy miał taki egzamin, bo nikt nie jest mną, nikt nie czuł tego co ja, nie znam nawet nikogo dla kogo plan jest taki ważny. niesamowicie istotny. do życia. ja bez planu...nie mogę wstać z łożka. po prostu nie mogę. i gdybym tego nie zaliczyła...uniemożliwiłoby mi to skończenie tej szkoły. to nie był egzamin jakich ma się w życiu kilka. to była gra o wszystko. o kilka lat mojego życia. tym był ten egzamin. stawką były moje marzenia. niektórzy marzą, żeby położyć jesienią na kocu i patrzeć w niebo. ja nie. ja muszę...robić rzeczy. nie poddaję się. nie zadowalam się bylejakością. moje życie nie może być takie..z dnia na dzień. patrzę szerzej na epwne sprawy. perspektywicznie. dlaczego ludzie tego nie robią? dlaczego myślą o tym jak zapłacić za obiad dzisiaj? dlaczego nie myślą o całym miesiącu? roku? o matko. właśnie doszłam do wniosku...który mnie przeraził. bo zmieni moje plany. o kurwa. aingeal 2010-02-01 23:06:24 skomentuj (0) krytykuję wszystkich wokół. uważam, że wszystkie moje najbliższe osoby spotykają się z nieodpowiednimi ludźmi. że źle prowadzą swoje życie. że podejmują złe decyzje. albo nie podejmują ich wcale. albo za późno. uważam, że myślę w sposób racjonalny i odpowiedni. i nie wiem dlaczego ludzie nie potrafią robić życia jak ja. naprawdę uważam, że powinni. może to brzmi strasznie, ale nie będę tego ukrywać. nie jestem wystraszoną dziewczynką. jestem pewną własnej wartości kobietą. chciałabym powiedzieć to samo o moim otoczeniu. nie, że moje otoczenie jest kobietą tylko, że jest pewne siebie :D nie wiem co się stało, nie wiem w którym momencie, ale coś poszło ze mną nie tak. jestem tak. bez wad. nie mam wad. nie widzę w sobie wad. może nos mam perkaty. ale zrobię sobie operację. i nie przestanę przeklinać po to żeby faceci nie uważali mnie za wulgarną, ale delikatną kobiecą. nie będę ukrywać swoich myśli. jak widzę, że robisz coś źle - powiem ci o tym. jak widzę, że masz coś między zębami - dowiesz się o tym. a jak uważam, że powinieneś ściąć włosy - to znaczy, że naprawdę. naprawdę powinieneś to zrobić. a jak twierdzę, że to nie jest dziewczyna dla Ciebie albo chłopak z którym powinnaś spędzić resztę życia - mam rację. po prostu ją mam. pogódź się z tym. bo można się przed tym bronić ale koniec końców - mam rację. niektórzy mogą uznać, że jestem żałosna. że nie mam nikogo od baaardzo dawna i dziczeję. nic z tych rzeczy. jestem sama i tak zostanie dopóki nie zapuka do mych drzwi ktoś naprawdę mnie wart. nie rozmieniam się na drobne od dawna. szkoda mojego czasu. i tak. jak to p. Zadroga powiedział: "ojej Izabelo! przy całym twoim pragmatyzmie nie spodziewałem się w tobie tylu marzeń i ideałów". a i owszem. mam marzenia. i to takie, które spełnię. bo marzenia są po to żeby je spełniać. i marzeniem moim jest też książe na białym rumaku. bo dlaczego nie? dlaczego miałabym się zadowolić kimś Ot Tak? o nie. tak nie będzie. wolę być sama. sama o sobie decydować i nie prać skarpet komuś kto mnie po prostu, najzwyczajniej w świecie wkurwia. mogę palić i golić nogi kiedy chcę. mogę wydawać pieniądze na torebki, ciuchy i co tylko chcę a nie na obiady dla "mojej drugiej połówki". ech. jebać to. aingeal 2010-01-27 21:23:22 skomentuj (0) oł, oł, oł w głowie ciągle mam piosenkę Seleny Gomez It's Magic, w sercu mam pustkę, płuca ledwie się unoszą, mało pracuję, mało się uczę, dużo śpię i dużo jeżdżę samochodem. a gdy się rozpędzam i jadę 100 i gdy leci "Key to My Heart" Kelly Family tak naprawdę głośno...widzę siebie uderzającą w drzewo. pierwsze, drugie, piąte. każde które mijam. chociaż wszystko jest ok :D mam kase, mam zajęcie, mam szkołę, mam pracę, mam znajomych. czy to już pewne i przesądzone? nigdy się nie zmienię? widzę jak wszyscy wokół znajdują sens życia, ale...nie wierzę im :D ludzie się nie zmieniają. to jakieś oszustwa są i udawactwo jakieś :D aingeal 2010-01-14 09:38:42 skomentuj (0) w pracy jets w porządku. chociaż nieprawdą okazała się stawka. żadne 10 a 5 :D ale tak czy inaczej - zostanę tam póki co. zawsze to jakieś pieniądze. a niezbyt dużo trzeba tam robić. kelnerstwo jest miłe i przyjemne. ludzie są śmieszni. nie zabawni, śmieszni. jakieś dziewczyny, które robią zaocznie technikum, tak samoc chłopiec który też kelneruje. barystka, która ma na oko 40lat. i śmieszne szefostwo. bo jest tak. szef i szefowa (stara, gruba raszpla, króta krzyczy i się wkurwia ciągle :D), szef wpada tylko zjeść obiad właściwie. na kuchni pracuje siostra szefowej - Maria. stara kurwa z tego co zdążyłam się zorientować. stroną techniczną zajmuje się Kryspin - zięć szefowej, jego żona daria zajmuje się różnymi rzeczami, też w restauracji. kelnerką jest synowa szefowej i w pracy ciągle siedzi jej mąż, syn szefowej i ich synek Jurek, który jest przeuroczy. a kelnerem jest też chrześniak szefowej. no i księgowa, Halinka, która jest siostrą szefowej :D śmiesznie. nic się nie dzieje w restauracji tylko oni siedzą przy stole i jedzą i piją cały dzień :D ale ja nie o tym chciałam. nie o tym. bo dzisiaj poznałam syna Darii i Kryspina - Franciszka. mają też Julka - bardzo, bardzo upośledzonego. ma 5lat a nie mówi, nie podnosi nawet główki...nic. pogłaskałam więc go po rączce, takiej bezwładnej i zrobiło mi się smutno, bo jest taki śliczny. ale Franciszek...gdy przyszli pracowałam z tym chrześniakiem szefowej, kelnerem, który jest przecież wujkiem dla Franciszka. zaczął się z nim jakoś tak niewybrednie bawić, aż mały się rozpłakał i strasznie wystraszył. złapał mnie za spódnicę i tak strasznie mocno ścisnął, zaczął ciagnąć...nie wytrzymałam - wzięłam go na ręce. i tak mnie ścisnął, tak przytulił, zacisnął swoje malutkie piąstki na mojej bluzce...nie mogę przestać o tym myśleć. przez pół godziny nie chciał mnie puścić. nikt nie mógł go ode mnie zabrać. ani mama Daria, ani babcia, ani ciocia. poczułam się...borze, jak dobrze się poczułam. pokochałam tego malucha. i teraz za nim...tęsknię. i wiem, że będę czekała na dzień kiedy znów zjawi się w restauracji. to dziwne. aingeal 2009-11-19 20:38:39 skomentuj (0) stało się coś...pięknego :D 4.11.2009 zakończyłam egzamin praktyczny na prawo jazdy z wynikiem POZYTYWNYM :D polecam każdemu kto jeszcze prawa jazdy nie posiada...jedna z większych satysfakcji życiowych :D mimo, że MOIM ZDANIEM jeżdżę rewelacyjnie, egzaminy są takim specyficznym okresem, że zawsze COŚ może nie pójść tak jak by się chciało. i naprawdę myślałam, że będzie się to ciągneło za mną i ciągnęło. ale nie. zdawałam raz w Warszawie - nie poszło. i teraz, za pierwszym razem w Łomży :D zdałam! to jedno z moich wielkich marzeń. kocham jeździć i myślę, że nie przestanę :D wujek sprowadzi mi auto z Niemiec :D albo audi A3 albo golfa iV albo opla astrę II/III albo polo albo...borze! mogę jeździć wszystkim :D oby było MOJE :D mama obiecała wypełnić wolę ojca, który chwilę przed śmiercią zarządził kupno samochodu dla mnie. i będę mogła jeżdzić do Warszawy i do Białegostoku i może do Poznania się wybiorę? samochodem można wszędzie jechać :D nie trzeba myśleć o tych walizkach, niewygodach, zimnie, śniegu i deszczu :D w następnym tyg powinnam już mieć kartonik i będę mogła szaleć :D narazie mamy albo dziadka samochodem, ale...będę mogła jechać gdzie zechcę. jak skończą się papierosy, jak będę chciała się z kimś spotkać...ech. cudowne uczucie :D a poza tym. maturę z biologii musze pisać rozszerzoną, bo zdaję na zasadach obowiązujących w roku w którym ja zdawałam. a wolałabym pisać chyba tak jak tegoroczni maturzyści, ale cóż. jest jak jest. muszę przysiąść i ogarnąć. 15 grudnia mam zaliczenie mikroekonomii, która ciągnie się za mną od pierwszego roku. nie jestem pewna czy dam radę. ale jak to mówią ludzie którzy mnei znają - kto jak nie ty. Iza. przecież ty zawsze dajesz radę. chcę w to wierzyć. muszę w to wierzyć. praca dyplomowa stoi w miejscu i nie mam kiedy się za nią zabrać, gdyż... ...gdyż zaczynam od wtorku pracę. w Złotej Łani w Piszu, jako kelnerka. wczoraj miałam rozmowę kwalifikacyjną :D trwała...2h! kierowniczka mnie maglowała i przepytywała i dochodziła i chyba jej się spodobałam. mam doświadczenie, jestem ogarnięta, wygadana, miła i uśmiechnięta. za okres próbny płaci 5zł/h, a po nim...10,12 albo14zł/h. szaleństwo. miałam już nie pracować, bo nie mam czasu za bardzo na takie fanaberie jak praca a jakoś finansowo sobie radzimy, ale przekonała mnie tą stawką :D przekonała mnie. ale wygląda na kurewsko wymagającą i nie wiem czy wytrzymam z taką kwoką. ale to się okaże. nie jest to dla mnie kwestia życia i śmierci, więc jak się tam nie odnajdę - odejdę. i tyle. i słucham soundtracka z New Moon :D 20.11 premiera! nie mogę się doczekac. wiem, wiem. nie ma się co chwalić fanscynacją tymi książkami, filmami...a ostatnio nawet patison wydaje mi się mniej obrzydliwy :D ale dawno nie było lektury, która tak by mi wchodziła i nie mam zamiaru się tego wstydzić :D TAK, jestem fanką zmierzchu, wampirów i tej całej otoczki :D i czekam na premierę :D a nawet może już zarezerwuję bilet? może w multikinie w złotych kutasach? tak. już. teraz. zaraz :D aingeal 2009-11-12 10:35:14 skomentuj (2) to koniec. skończyłam. ile ja mam lat?! 16? nie ten to inny. może i jest idealny. a może i nie jest. skoro coś między nami jest nie tak...mijamy się z potrzebami...więc może nie jest idealny? mam skłonności do koloryzowania. mam. przyznaję się. zawsze miałam. ale nie będę się z nim przyjaźnić. on się zresztą do tego nie nadaje. poza tym. jestem pewna, że kiedyś się dotrze do niego to co traci każdego dnia. jego siostra, Renata, mówi, że nie warto. więc nie warto. może i nie warto. więc...jebać. muszę znów znaleźć w sobie siłę motywację. chcę za 4 lata znaleźć się na sali operacyjnej. albo w Afganistanie (co zapewne jest mrzonką) albo na sali jako instrumentariuszka. a jeżeli mam pracować w szpitalu to muszę być naprawdę dobra. muszę się skupić. a wszystko po kolei. mam dobry plan i tego muszę się trzymać. i jestem w mrocznym miejscu. tu gdzie jestem od tygodnia jest ciemno i mrocznie i głęboko i strasznie. i muszę się z tym uporać, bo mama jest zmęczona, Julia chora, babcia nie chce żyć, a zbliża się wszystkich świętych i trzeba taty grób doprowadzić do porządku. i przyjąć rodzinę. i spotkać się z Renatą i Albinem. a później przygotować prezentację na sobotę. zaraz listopad. widzisz Izz jak szybko idzie? nim się obejrzysz, będziesz po maturze, pakowała się do Białegostoku. dasz radę kochana. dasz radę. aingeal 2009-10-26 22:06:49 skomentuj (0) dzisiaj jest ten dzień w którym czuję samotna. i wiem. mam rodzinę. wesołą i kochającą. wiem, że mam przyjaciół. bo mam. i kupę znajomych. i mogę ich poprosić o wiele rzeczy. mogę się nie odzywać miesiąc, ale jeżeli czegoś od nich potrzebuję...zawsze mi pomogą. ale wszyscy mają swoje sprawy. swoje życie. nie mogę im się naprzykrzać. i to chyba wynik tego, że siedzę tutaj. i każdy dzień jest podobny do poprzedniego. i od telefonu do telefonu. żeby pogadać z kimś z wielkiego świata. brakuje mi kogoś...kogoś na wyciągnięcie ręki. jestem odcięta od wszystkich. myślałam...jak podejmowałam decyzję o zostaniu na Mazurach na ten rok...myślałam, że kimś takim będzie Karol. ale minęło tyle czasu, a ja nie czuję się przy nim tak komfortowo jak tego potrzebuję. moje wszystkie przyjaźnie były..intensywne, przynajmniej na początku. z Alex spędzałam kaaażdą chwilę w szkole, byłyśmy non stop na gg, gdy ze szkoły wracałyśmy. z Kornelem mieszkałam dość długo. z Bartkiem jak się nie widziałam - wymieniałam setki smsów dziennie. z Renatą w te wakacje...spędzałyśmy razem każde popołudnie. z Wiolą, gdy razem studiowałyśmy - spędzałyśmy całe dnie razem na uczelni, co drugi dzień u siebie nocowałyśmy. Anet...z Anet spędzałam ranki i wieczory. codziennie razem kawa, codziennie wspólne siedzenie wieczorami do późna i obgadywanie dnia. a teraz...z Karolem nie da się tak spotykać. nawet teraz nie czuję, że mogę, że on chce ze mną po prostu...posiedzieć. a ja czasami mam dość tego domu i po prostu chciałabym posiedzieć z kimś. i nic nie robić. nie rozmawiać...po prostu posiedzieć i posłuchać muzyki. teraz tego potrzebuję. w tej właśnie chwili. natychmiast! a nikogo nie ma. po prostu czuję się samotna. i wczoraj byłam u Karola i oglądaliśmy zdjęcia jego klasowe, z ognisk, półmetków i różnych takich. primo, on ma świetny kontakt z klasą. fenomenalny wręcz. i stało się jasne, że on mnie na studniówkę nie zaprosi. zresztą...gdyby miał to zrobić, już by to zrobił, prawda? swoją drogą...wiem, że jest wesele. jego kolegi, na które dostał podwójne zaproszenie. i też mnie nie zaprosił. never gonna happen. drugie primo, wszystkie jego koleżanki z klasy...wszystkie. są śliczne, szczupłe, dobrze ubrane i z tego co opowiada z co drugą świetnie się dogaduje. więc dlaczego miałby chcieć być ze mną? nie jestem szczupła, nie jestem tak śliczna jak one (wiem,wiem...tutaj słychać wycie i wrzaski, że to nieprawda, ale sory. jestem ładna. nie odpychająca. ale śliczna? jakoś wyjątkowo? ni-e-e), nie jestem tak...młoda jak one. mam za sobą doświadczenia różnej maści i różnych rozmiarów. jestem...taka trochę dark and twisty. nie do końca normalna. i z kupą problemów emocjonalnych. i problemów domowych. poza tym jestem kurewsko dojrzała. z planami na życie. nie jestem dla niego wystarczająco dobra. trzecie primo. jego...przyjaciółka. Ania. imię ma idiotyczne. ale. ale. on jest nią...zachwycony. a ona jest...słodka. delikatna. jeżdzi do W-wy co weekend, żeby jak najlepiej się przygotować na egzaminy na ASP or sth. taka wiecie...z ambicjami i zdolnościami i talentami. ja...gdzie mi do niej i jej burzy ślicznych włosów. delikatej, nieskazitelnej cery. jeżeli miałby z kims być...to nie ze mną. ale jak mam przestać się oszukiwać? jak?! jestem tak kurewsko zaangażowana. platonicznie zakochana. bo kocham już same myśli o nim. wuielbiam jego włosy i oczy. takie błękitne. i...borze. dlaczego?! ja już nawet chodzę do kościoła z Julią. żeby go spotkać. chociaż raz. zobaczyć z daleka. cokolwiek! a jak już jestem przy nim...jak już się spotkamy...jestem tak kurewsko zestresowana. gadam jak najęta. ciągle i ciągle. i powiedzcie Alex, grinch? wczoraj rozmawialiśmy coś o Renacie, jego siostrze rodzonej. zapytałam chyba czy nie chciałby, żeby tu była. a on na to: po co mi Renata skoro mam ciebie O_o jak to interpretować do chuja pana! że mnie traktuje jak siostrę?! czuję, że każde nasze spotkanie po prostu robię...źle. ale swoją drogą jak już miałam iść na autobus powrotny o 21, zaszliśmy do niego do domu po rzeczy takie jakieś od Renaty i on strasznie naciskał, żebym weszła na chwilę. opierałam się, bo nie chciałam się spóźnić na autobus, a wiedziałam, że mamy nie mogłam poprosić bo byłyśmy pokłócone i że on wypił piwo, a zresztą był już samochód schowany...ale weszłam na chwilę po dłuższych namowach. wyszedł gdzieś z pokoju i wrócił z informacją, że zostaję. Paweł mnie odwiezie. spędziliśmy ze sobą dwie godziny a on chciał jeszcze. więc to chyba...dobry znak? niech mi ktoś poomooże ;( bo nie wiem czy się poddać mam czy nadal walczyć i sukcesywnie się odzywać? o żesz kurwa ja pierdole. aingeal 2009-10-18 21:12:32 skomentuj (2) |
Linki Alex Isaac grinch Minerwa |